Etykieta
Kultura
10 mitów o Hong Kongu cz.2
Część druga naszej relacji z kilkutygodniowego pobytu w Hong Kongu jest nieco bardziej gorzka... Jak się okazało, życie codzienne w Hong Kongu nie dla wszystkich jest tak barwne, jak pokazaliśmy w części pierwszej, a i turysta powinen mieć się czasem na baczności! Kolejne 5 mitów zostaną zatem obalone, a tylko jeden potwierdzony... no, prawie... Z relacji dowiecie się wielu praktycznych informacji o transporcie w Hong Kongu, gdzie udać się po tanią elektronikę i o co chodzi protestujacym w Hong Kongu... Czy w związku z zamieszkami nadal jest bezpiecznie? Ile czasu warto spędzić w mieście?
10 mitów o Hong Kongu cz.1
Hong Kong to miasto- legenda, sami więc złapaliśmy się na kilku oczekiwaniach, które wobec niego mieliśmy. Na miejscu jednak w większości okazały się błędne... Zaskoczeni rozjazdem między opiniami, a rzeczywistością postanowiliśmy zebrać 10 obiegowych opinii o Hong Kongu i rozprawić się z nimi bezlitośnie w dwóch częściach - w końcu spędziliśmy w mieście miesiąc, więc trochę mamy do powiedzenia ;) W pierwszej części pokażemy różne oblicza miasta udowadniając, że Hong Kong kryje w sobie wiele uroku, wystarczy chcieć go zobaczyć w trochę mniej oczywistych miejscach. Kilka mitów więc obalimy, ale kilka boleśnie potwierdzimy... zwłaszcza te związane z kosztami życia w Hong Kongu...
Kanton-chińskie megapolis
Po szlajaniu się między górami i polami ryżowymi z przyjemnością wpadliśmy w objęcia metropolii - i to nie byle jakiej, bo słynnego Kantonu! Pierwszy raz zetknęliśmy się z miastem...11 milionowym, a żeby było jeszcze ciekawiej, to w całej aglomeracji mieszka więcej ludzi niż w całej Polsce! Wizja ta napawała nas jednocześnie przerażeniem i podnieceniem, no bo jak takie monstrum musi wyglądać? Czy da się tam w ogóle żyć (i oddychać) ? Rzeczywistość okazała się nie taka straszna jak ją malują, a wśród szklanych wieżowców można znależć też chwilę wytchnienia. Kanton może być wehikułem czasu, jeśli wie się jak go używać - zapraszamy więc w podróż w czasie i przestrzeni!
Na Grzbiecie Smoka Longsheng
Wizyta na południu Chin nie mogła obyć się bez Longsheng - miejscowości, która słynie z jednych z najpiękniejszych na świecie tarasów ryżowych. Poletka ciągną się przez kilkadziesiąt kilometrów przez wzgórza, tworząc pofalowane krajobrazy... zupełnie jakby ziemię przykrył jakiś magiczny, wijący się gad. Do tej pory nie możemy się zdecydować co zrobiło na nas większe wrażenie - piękno widoków czy ogrom pracy jaką włożyła w nie lokalna ludność. Z relacji dowiecie się gdzie najlepiej zwiedzać tarasy i jak się przygotować do trekkingu. Musimy się jednak przyznać, że gapy z nas straszne i ten wpis zamieszczamy ku przestrodze... Wbrew pozorom łatwo się tam zgubić!
Festiwal Smoczych Łodzi w Fenghuang
O istnieniu Fenghuang dowiedzieliśmy się już w trakcie podróży i to z Instagrama. Ania natrafiła pewnego dnia na relację z tego miasta na jednym z obserwowanych profili i od razu wiedziała, że musi tam pojechać. Fenghuang zachęciło nas swoją oryginalną architekturą i unikatowym klimatem uliczek gęsto przeplatających się nad rzeką o niesamowitym kolorze. Na zdjęciach i filmikach wszystko wyglądało jak z chińskiej baśni, postanowiliśmy się więc przekonać jak jest naprawdę… A że stare miasto leży nad rzeką, nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszego miejsca, żeby oglądać zbliżający się Festiwal Smoczych Łodzi.
Buddyjskie skarby Leshan i Dazu
Jak mogliśmy przejechać obojętnie obok największych i najwspanialszych zabytków sztuki buddyjskiej w Chinach? Niedaleko Chengdu znajdują się dwa słynne ośrodki kultu Buddy, które od wieków przyciągają wiernych, a w ciągu ostatnich lat również turystów. Skala, kunszt i wartość artystyczna tych świętych przedsięwzięć poruszą nawet największych ignorantów, a nam samym pomogły przezwyciężyć kryzys podróżniczy. W programie garść historycznych ciekawostek, sporo informacji praktycznych (w tym gdzie najlepiej przedłużyć wizę w Chinach) i mnóstwo emocji. Chyba nic nas tak nie porusza jak ludzkie poświęcenie - czy to dla sztuki, czy dla wspólnoty, czy dla wizy i uniknięcia chińskich kolejek...
Miasto pand Chengdu
Prosto z tybetańskiej, płynącej mlekiem jaków krainy, trafiliśmy do stolicy Syczuanu - słynnego Chengdu. Było to przeskok nie tylko geograficzny (po zapierających dech w piersiach górach i stepach wylądowaliśmy na płaskim jak stół miejskim betonie), ale przede wszystkim kulturowy - po tygodniach spędzonych na prowincji, mieliśmy w końcu zobaczyć jak wygląda prawdziwa, chińska metropolia ze wszystkimi jej blaskami i cieniami. Opowiadamy czym zaskoczyły chińskie ulice, a czym nas ujęły za postsocjalistyczne serce. Poprowadzimy was przez bambusowe zagajniki prosto przed pyszczki pand i pawilony poetów, a na koniec zdradzimy też mroczny sekret życia w podróży...
U stóp świętej góry Genie
"Gdybym miał 10 tysięcy metrów czystego, białego jedwabiu owinąłbym nim delikatnie górę Genie" - te słowa padły ponad sto lat temu z ust jednego ze świętych mnichów, ale do dzisiaj oddają uwielbienie jakim darzą tę górę wszyscy Tybetańczycy. Rezerwat góry Genie zachwyca pięknem natury i mistyczną atmosferą świętych miejsc buddyzmu tybetańskiego, których skarbem jest leżący u podnóża góry klasztor Lenggu. Gwarantujemy niezapomnianą podróż w czasie i w przestrzeni - przez góry, skały, jeziora i doliny prosto pod drewniane dachy tybetańskich domów i starożytnych pustelni.
Siedem dni w Litang
Może nie brzmi tak imponująco jak siedem lat w Tybecie, ale i tak trzeba tu przyjechać, bo Litang to ostatni bastion kultury tybetańskiej po chińskiej stronie - ostoja tradycji Tybetańczyków żyjących poza regionem autonomiczym.To miasteczko inne niż wszystko, co do tej pory widzieliśmy! Pełne autentyczności, surowego piękna i swojskiego życia codziennego, ale przede wszystkim słynące z niesamowitego obrzędu - Podniebnego Pogrzebu... w którym mieliśmy zaszczyt brać udział. Z relacji dowiecie się jak dojechać do Litang, co warto tam zobaczyć, a dla ludzi o mocnych nerwach opis tybetańskiego pochówku z udziałem dzikich sępów.
W poszukiwaniu Shangri La
Po wędrówce Wąwozem Skaczącego Tygrysa dalej pozostajemy w świecie legend i mitów, ponieważ naszą kolejną destynacją zostało Shangri-la. I chociaż nie chodzi o mityczną, zaginioną krainę z powieści, to chińskie miasto o tej samej nazwie stanowi przedmurze Tybetu. Dlatego w nas wywoływało emocje nie mniejsze niż wizje złotego miasta pośród dżungli! Czy rzeczywiście można tam odnaleźć ślady pradawnych wierzeń i nauk Dalajlamy, czy też sama miejscowość jest na wskroś turystyczna, tak jak zabieg zmiany nazwy miasta? Krótki przewodnik po głównych atrakacjach miasteczka, w tym parę słów o tybetańskiej kuchni i o tym, że nawet jadąc w tropiki zawsze warto mieć ze sobą kurtkę.