Trasę ustaliliśmy ostatecznie na rok. Wbrew pozorom da się to zrobić tak, aby zawsze mieć w miarę dobrą pogodę i porę suchą, wystarczy trochę pożonglować kolejnością destynacji. Bardzo pomocnym narzędziem jest portal https://www.selectiveasia.com, gdzie można znaleźć mapki pogodowe z podziałem na kraje i miesiące, wraz z opisem warunków pogodowych w poszczególnych częściach danego państwa. Przewidujemy, że w każdym kraju będziemy około miesiąca (wizy są z reguły na 30 dni.) Wyjątkiem są Chiny, które z racji na swój ogrom i różnorodność wymagają więcej czasu (a po cichu liczymy, że uda nam się zahaczyć o Tybet).

Trasa może wydawać się nieco zwichrowana i nieintuicyjna z uwagi na kilka pętelek jakie wykonujemy po drodze, ale ukształtowanie terenu potrafi skutecznie wpływać na pogodę i w jednych miejscach robi się ładniej szybciej niż w innych (niekoniecznie zgodnie z oczekiwaniami).

Dodatkowo niebagatelny wpływ mają obostrzenia na przejściach granicznych i potencjalna dostępność lotów czy innego środka transportu (co widać po trasie zwłaszcza w rejonie Birma/Laos/Kambodża/Wietnam).

W końcu też rzutem na taśmę dodaliśmy do trasy Japonię, która zamieszała nasze pierwotne plany niczym drag queen podczas gry w słoneczko, ale od dawna marzyliśmy, żeby odwiedzić Kraj Kwitnącej Wiśni w okresie któremu Japonia zawdzięcza tę nazwę (dla niezorientowanych – Hanami).

Nie jesteśmy jednak jakoś sztywno przywiązani do tej kolejności – jesteśmy za to bardzo ciekawi jak i kiedy życie pokrzyżuje nasze plany (to znaczy pozytywnie zaskoczy innymi możliwościami 🙂 )

  • Wrzesień (2018) – lądujemy w Bangkoku gdzie po paru dniach przebijamy do Indonezji
  • Październik – Indonezja
  • Listopad – Filipiny
  • Grudzień – Myanma (Birma)
  • Styczeń (2019) – Wietnam
  • Luty – Laos
  • Marzec – Kambodża
  • Kwiecień – Japonia
  • Maj/Czerwiec/Lipiec – Chiny (z Tybetem jeśli się uda)
  • Sierpień – Tajlandia
  • Wrzesień – Malezja

i… jeśli kasa i chęci pozwolą, to jeszcze Indie, Nepal, Bhutan.

Zachłanność przez nas przemawia, ale to na razie bardziej pomysł, niż plan 😉